pół roku

2008-12-06 20:45:58

Pół roku temu dokładnie, w moje imieniny, poznałam J. To było szalone całkiem pół roku, jakby pół życia.
Jestem i nie jestem z nim. Tydzień temu z nim zerwałam (nie wiem który to już raz) a od kilku dni znowu relacje nam się unormowały. On mnie adoruje, uwodzi, a ja patrzę w jego oczy całkiem nieśmiało znowu i wstydzę się do niego uśmiechać. Niewytłumaczalnie cudownie działa na moją do niego cierpliwość to, że nie jesteśmy razem. Nagle wszystko się daje, da się rozmawiać o tym co się wydarzyło w ciągu dnia, i da się być blisko. Nie rozumiem tego mechanizmu, ale mam wrażenie że jestem na progu odkrycia sekretu do tego, żebyśmy pozostali parą.
A tematów wspólnych mamy więcej, bo zostaliśmy wspólnikami końskiego przedsięwzięcia. Cudowna perspektywa przyszłego lata: przeprowadzka na wieś, do naszych koni (mam swoich trzy). Życie na luzie, życie powoli. Robienie fajnych rzeczy - szkolenia, imprezy, odnawianie starych mebli. Zobaczymy, czy zadziała. W razie czego zawsze mam korporację, w której teraz zarabiam pieniądze na to przyszłe lato.
Tymczasem czekam na niego, mamy herbatą opić tę pół-rocznicę. On to bardziej ode mnie pamięta, o tej dacie. Ciekawe...

W z innych facetów się wyleczyłam, przy tym mam tu na myśli Astralnego. Ostatnie bliskie spotkanie miało miejsce coprawda mniej niż pół roku temu, ale niewiele mniej. Widujemy się regularnie, nie walczę z ogromnym ciepłem jakie budzi jego widok, ale zostawiłam to. Uwolniłam się.

Takie przemyślenie też miałam ostatnio, i zmieniam się przez nie powoli. Nic na siłę. Przestaję ciągnąć, aktywować, relacje z facetami, jeśli to ja miałabym trzymać rękę na pulsie regularności spotkań i budowania napięcia... Zawsze wkurzało mnie (od nastoletnich lat), że facetom brak jaj, że nie robią pierwszego kroku. Teraz mnie olśniło, że nie ma sensu na siłę robić związku z niczego. A zrobić go można zawsze, jak wskazują moje internetowe doświadczenia...

skomentuj (0)
Strona główna